Padłe z głodu cielęta, słaniające się na nogach żywe stworzenia i psy żywiące się padliną, znaleźli w gospodarstwie pod Janowcem Wielkopolskim policjanci zawiadomieni przez anonimowego rozmówcę.
fot. archiwum
Maria Warda
Zrazim, w gminie Janowiec Wielkopolski to miejscowość składająca się z trzech osad, które dzieli wieś Żerniki. Osady łączy droga powiatowa. Ta geograficzna złożoność sprawia, że trudno dotrzeć do poszczególnych gospodarstw. Nas interesuje zagroda z numerem 1. Okazuje się, że zabudowania stoją niedaleko drogi, przed Żernikami (jadąc od strony Żnina). Dom jak i budynki gospodarcze świadczą o niedawnej świetności ich właścicieli, ale widać, że remonty generalne powinny się już rozpocząć. Postawione w ogrodzie trampolina i zjeżdżalnia dla dzieci dowodzą, że mieszka tu rodzina rozwojowa. Tak było jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Latem sielankowy obrazek zamienił się w budzący grozę widok. W lipcu czy sierpniu ( jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie) żona nie wytrzymała życia z mężem despotą. Zabrała dzieci i się wyprowadziła.
Sylwiusz C. 39 letni rolnik, został sam. W pierwszej dekadzie września policja i służby weterynaryjne zostały zelektryzowane wiejącą grozą wiadomością, że w gospodarstwie, które zajmuje się działalnością usługową polegającą na skupie cieląt leżą padłe zwierzęta, a te które jeszcze żyją zdychają z głodu.
– O sprawie dowiedzieliśmy się dzięki zgłoszeniu świadka, który przebywając na terenie gospodarstwa w Zrazimiu widział skrajnie wyczerpane zwierzęta – potwierdza Krzysztof Jaźwiński, rzecznik prasowy żnińskiej KPP.
Przybyłym na miejsce zdarzenia ukazał się budzący grozę widok. Pod trampoliną i w ogrodzie leżały nieżywe cielęta.
– Padło kilka zwierząt, a jedno z nich musiało być uśpione przez lekarza weterynarii – mówi Krzysztof Jaźwiński – Tymi, które rokowały na przeżycie zaopiekowała się rodzina. Sylwiusz C. został zatrzymany do wyjaśnienia sprawy.
Mieszkańcy wsi, do których dotarliśmy przyznają, iż nie wiedzieli, że w zagrodzie Sylwiusza C. źle się działo. – Nie utrzymywał z nikim kontaktów, a w Zrazimu jedno gospodarstwo od drugiego daleko – słyszymy.
Sołtys wsi Henryk Kończal mieszka w osadzie za Żernikami. Zapewnia, że nie miał pojęcia, iż we wsi, w której jest gospodarzem rolnik znęca się nad zwierzętami. Mówi
– Po wsi nie chodzę. Jak ktoś chce zapłacić podatek, przychodzi do mnie. Nic nie wiem o zdarzeniu.
Nieliczni wolą pozostać anonimowi – Sylwiusz był niedobry dla rodziców, którzy doprowadzili do świetności gospodarstwa. Nie mogli znieść jego zachowania i w końcu wyprowadzili się do córki pod Trzemeszno. Żona w końcu też miała go dość, zabrała dzieciaki i się wyprowadziła.
Zdarzenie zelektryzowało służby burmistrza.
–Wiele jest takich gospodarstw, w których nie wiadomo co się dzieje – przyznaje Maciej Sobczak, burmistrz Janowca Wielkopolskiego – Nie ma podstaw prawnych aby tam przeprowadzać kontrolę. Jeszcze w tym samym dniu, kiedy zgłoszono sprawę, wysłałem tam swoje służby. Pani Halina Jaszczuk, kierowniczka infrastruktury i Ochrony Środowiska, zagląda tam codziennie.
W zagrodzie pojawiło się rodzeństwo pana Sylwiusza, zwierzęta zostały odkarmione. Psom, które żywiły się padliną kupiono karmę.
Halina Jaszczuk, informuje, że brat i siostra Sylwiusza C. są gotowi zaopiekować się bratem.
–Jest nadzieja, bo on tę pomoc przyjął – mówi pani Halina Jaszczuk.