Strona Główna Wiadomości Za co płacić, gdy nie ma ryb w jeziorach?
Wiadomości

Za co płacić, gdy nie ma ryb w jeziorach?

Share
Dr inż. Henryk Sobolewski pokazuje nam operat rybacki
Share

Wędkarze, którzy z zamiłowaniem zajmują się swoim hobby nad Małym Jeziorem i innymi pałuckimi wodami odwiedzili naszą redakcję i poskarżyli się na brak ryb w jeziorach i na wysokie opłaty za pozwolenie wędkarskie.

Dr inż. Henryk Sobolewski pokazuje nam operat rybacki

– Wędkuję dosyć często dlatego wykupiłem pozwolenie na wszystkie jeziora za 240zł na rok, żebym mógł bezpiecznie i prawidłowo łowić ryby. Niestety oprócz małych płotek, jeszcze mniejszych uklei i średnich leszczy nie złowiłem nic lepszego. Ja wiem pani redaktor, że o wyłowieniu dużej ryby świadczą umiejętności wędkarza – mówił Pan Zbigniew.

Pan Paweł, który wędkuje na jeziorze Lubieckim w gminie Rogowo wspomina czasy, gdy w jeziorze było pełno dużych i wartościowych ryb.

Często przyjeżdżam na jezioro Lubieckie z wnukiem. Kupujemy zazwyczaj pozwolenie jednodniowe za 22 zł na wszystkie jeziora. Gdy byłem młodszy w tym jeziorze było pełno okoni, i to wie pani takich dorodnych. Parę razy udało mi się złowić szczupaka, który ważył 5 kg. Teraz, nie raz byłem świadkiem kłusownictwa, gdy rybacy ciągnęli ryby sieciami. I czy to warto wykupić pozwolenie? Powiem Pani więcej. Parę tygodni temu byłem na prywatnym stawie. Zapłaciłem 25 zł za 12 godzin połowu, gdzie w tej cenie mogłem wziąć do domu od 1 do 3 kg karpia lub szczupaka i do 5 kg leszcza, płoci i karasi. I taki ładny okaz udało mi się złowić.

O tym, że nie ma wartościowych ryb w jeziorach, a pozwolenie wędkarskie jest naprawdę drogie mówili nam również wędkarze z Polskiego Związku Wędkarskiego „Pałuczanin” ze Żnina.
W tej sprawie skontaktowaliśmy się z gospodarzem Gospodarstwa Rybackiego Łysinin dr inż. Henrykiem Sobolewskim, który opowiedział nam o Gospodarstwie Łysinin oraz przedstawił dokumenty potwierdzające pracę Gospodarstwa. Dowiedzieliśmy się, że Gospodarstwo Rybackie Łysinin podzielone jest na 7 obwodów rybackich, które posiadają operat wodny. To w tym operacie zapisana jest cała morfologia jezior, przepisy, budowle, stan czystości, odnotowane zarybienia i odłowy oraz tabela, która zobowiązuje dzierżawcę do zarybiania. Dr. Inż Sobolewski przedstawił nam jakie ryby w 2015 roku zostały wpuszczone do pałuckich jezior.

 

W roku ubiegłym dokonaliśmy zarybiana jezior zawsze w obecności wędkarzy i po uprzedniej informacji publicznej. Mając limit 30 tys. sztuk sandacza, my do jezior wpuściliśmy 60 tys. sztuk. Taki sam limit oraz tyle samo sztuk co w przypadku sandacza wpuściliśmy szczupaka. Węgorza wpuściliśmy 13 kg narybku przy limicie 5 kg.

Każdy operat rybacki co 3 lata poddawany jest szczegółowej kontroli, której dokonuje Urząd Marszałkowski. Dodatkowo operat ten musi zostać zatwierdzony przez Instytut Rybactwa Śródlądowego z siedzibą w Olsztynie. W trakcie ostatniej kontroli nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości. Podczas rozmowy z wędkarzami padły słowa, że cyt. „Sobolewski kłusuje, bo jest gospodarzem i nikt mu nic nie zrobi”. Zgodnie z Ustawą o rybactwie śródlądowym gospodarz jeziora jest zobligowany do dokonania odłowu ryb przeznaczonych na sprzedaż, ale również do dokonania zarybiania jezior narybkiem w ilości 15 procent w stosunku do wartości ryb odłowionych. Prezes GR Łysinin pokazał nam ile ryb zostało odłowionych na przestrzeni lat. W latach 1951 – 1997 odławiano około 9 ton ryb. W latach 2012-2013 było to 11 ton ryb. Szczupaka odławiano w ilości 6-9 ton.

Rzeczywisty wskaźnik za rok 2015 wynosił 32,32 procent zarybienia po odłowieniu. W 2014 roku było to 50,91 proc. Wskaźniki te podobnie kształtują się w latach poprzednich. W tym roku do jezior wpuszczono 3800 sztuk sieji, 400 000 sztuk sielawy, 270 000 sztuk szczupaka, 266 800 sztuk szczupaka oraz 13 tys. sztuk węgorza. W okresie jesiennym rozpoczniemy kolejne zarybiane. W tym roku wydaliśmy już około 100 000 zł na zakup materiału zarybiającego co jest potwierdzone fakturami – mówił dr inż. Henryk Sobolewski.

Prezes przyznaje rację, że odnotowano spadek ilości węgorzy. Spadek ten podyktowany jest ceną materiału zarybiającego, 1 kg węgorza monte kosztuje około 5 000 zł., z czego przezywa jedynie 12 procent. Prezes sam przyznał, że mniej odławia się płotek, leszczy i karasi ponieważ są to ryby mało cenny na rynkach zbytu, co w efekcie powoduje duże zagęszczenie populacji. Dr inż. Sobolewski zdaje sobie sprawę z tego, że na jeziorach grasują kłusownicy, paru nawet chce w asyście policji złapać na gorącym uczynku. Jednak to i tak nie poprawi stanu ilości ryb wartościowych. Jak mówił, należy zwrócić uwagę na inne czynniki niż tylko kłusownicy. Ryby drapieżne żywią się innymi rybami, rybami żywią się również bobry, perkozy. Być może Społeczna Straż Rybacka utworzona pod patronatem Polskiego Związku Wędkarskiego w Bydgoszczy sprawi, że wędkarze nie spotkają się z kłusownictwem i będą mogli cieszyć się z wędkowania.

Julita Marciniak

 

Share
Powiązane artykuły
Wiadomości

Protest rolników z Pałuk przy trasie S5. Sprzeciw wobec polityki rolnej UE

Dzisiaj w całej Polsce odbywały się protesty rolników sprzeciwiających się polityce rolnej...

Wiadomości

Droga ekspresowa S5 oficjalnie Trasą Powstańców Wielkopolskich

Droga ekspresowa S5 zyskała symboliczną nazwę Trasa Powstańców Wielkopolskich. Inicjatywa, która narodziła...

fot. x2 Urząd Gminy Gąsawa
Wiadomości

Nowoczesny zestaw ratowniczy R-1 trafił do strażaków z Gąsawy

22 grudnia w Urzędzie Miasta i Gminy w Gąsawie odbyło się uroczyste...

Na sygnaleWiadomości

AKTUALIZACJA: Mężczyzna został odnaleziony. Poszukiwanie zaginionego

AKTUALIZACJA: Mężczyzna został odnaleziony. Komenda Powiatowa Policji w Żninie prowadzi poszukiwania zaginionego,...